Opowiadanie będzie połączeniem inspiracji kilkoma dobrze
wykonanymi figurkami z gry bitewnej i sesji RPG. Tak, brzmi jak przepis na
katastrofę. Ale figurki dostarczyły tylko pomysłów na postacie, a sesja pomogła
trochę z fabułą.
Rzecz będzie działa się w średniowiecznym mieście, rodem z
fantasy, choć bez wielu udziwnień, co najwyżej pojawi się ogr jakiś i
krasnolud. Nawet czarodzieja tam nie uświadczycie, choć na ten moment nic nie
obiecuję, może się jakiś zabłąka.
Bohaterowie są członkami oddziału straży miejskiej. Trochę
jak u Rembrandta, tylko nie tak dobrze. I,
jak to zwykle bohaterowie, żyją w ciekawych czasach. Władze miasta
wypowiedziały wojnę mafii, a strażnicy są w tej wojnie mimowolnymi żołnierzami.
Aż wreszcie okazuje się, że po mafijnym sznurku docierają do władz miasta, a
wtedy te wypowiadają wojnę strażnikom.
Bohaterowie, cała szóstka, to płotki, ludzie na samym dole
politycznych rozgrywek. Opowiadanie nie będzie skoncentrowane na wydarzeniach w
mieście, raczej na samych bohaterach, ich relacjach, zmianach jakie w nich
zachodzą pod wpływem wydarzeń. Lubię obserwować istoty ludzkie w czasie
kryzysu. Zresztą nie jestem sam, bo co druga książka jest właśnie taką obserwacją.
Na ten moment nie mam wiele. Mam postacie. Wiem jak
wyglądają (figurki), nie znam jeszcze wszystkich imion, ale powoli nabierają
cech i budzą się do życia. Mam fabułę, spisaną w bardzo ogólnych punktach. Wiem
co się stanie, nie wiem jeszcze kto i w jaki sposób będzie w to zamieszany. Mam
mały, czerwony zeszyt ze sklepu Muji, w którym spisuję to wszystko moim
niemożliwym do przeczytania charakterem pisma.
Przyznacie, że zaczyna się nieźle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz