poniedziałek, 2 października 2017

Imiona

Lubię nadawać imiona. Imię tworzy bohatera, nigdy nie jest u mnie przypadkowe. Co jest bardzo nierealistyczne, bo najczęściej najpierw posiadamy imię, a potem dopiero charakter, chyba że jesteśmy Indianami.
Ale w opowiadaniu imię jest jak znak rozpoznawczy. I nie da się ukryć, że wpływa na ogólny obraz postaci.
 
Moje nowe postacie nie mają jeszcze imion. Poza jedną, bo gdy dowiedziałem się, że imię Eoghin czyta się "Oin", postanowiłem, że to idealne imię dla kogoś w opowiadaniu. "Oin" brzmi krótko, ale wdzięcznie, jak coś pomiędzy imieniem z celtyckiej mitologii i kwiknięciem prosiaczka.
Jedna z postaci, taka, która w jakiś sposób (nie pytajcie jak) wpasowała się w ten dźwięk otrzymała zatem imię Eoghin.
Dużo później naszła mnie smutna refleksja, że nikt na świecie oprócz mnie i osoby, która mi o tym imieniu powiedziała nie będzie wiedział jak je przeczytać. I w ten sposób bardzo szybko Eoghin zmienił imię na Oin.

Reszta postaci nie ma jeszcze imion, oprócz Prosiaka, który nie ma imienia, ale ma już swoje przezwisko.
Pozostałych identyfikuję w swoich notatkach poprzez ksywy, takie jak Waleczny, Kapitan, Stary, Głodomór. Są wygodne dla mnie, ale  czasem na pewno zastąpią je jakieś normalne imiona, bo te ksywy to jakieś luźne skojarzenia i nawet nie do końca pasują do postaci.
 
Wypisałem sobie więc listę imion, które czekają aż któraś z postaci się z nimi zgra. Na początku zamierzałem nadać bohaterom imiona francuskie. Średniowieczne miasto, kamienne domy, brukowane wąskie ulice, to wszystko jakoś koresponduje na przykład z Paryżem z "Katedry Najświętszej Marii Panny w Paryżu", albo z widokiem wyspy Mont Saint Michel. Opowiadanie byłoby zapewne pełne Pierrów, Jeanów i Guilliamów gdyby niespodziewanie nie pojawił się Eoghin. Tak bardzo wpisał się w klimat i tak przylgnął do postaci, że postanowiłem resztę imion wyszperać ze średniowiecza.
Jest tam kilka dźwięcznych i wdzięcznych imion. Na przykład dla Prosiaka.
Prosiak jest raczej przy kości, ciągle niedogolony, łysy. Ma dwa podbródki, które widać, i pewnie jeszcze ze dwa ukryte pod kołnierzem kaftana. Był rzeźnikiem, zanim wstąpił do straży. Miał żonę, tak mówią. Mówią, że była piękna. Mówią też, że była niezmiernie brzydka. Prosiak raczej unika tego tematu.
Connr. Prosiak będzie nazywał się Connr.

Opowiadanie, które powstanie i te, których nigdy nie napiszę

W którymś momencie powstawania opowiadania, i to nie zawsze zdarza się na początku, muszę zdecydować o czym będę pisał. Wybrać główny...